wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział II

   Wpatrywałam się w przybysza z wściekłością połączoną z nutką rozbawienia i obrzydzenia.
   Wyglądał tragicznie. Ubranie, które niegdyś było pewnie modne, teraz zwisało w strzępach z wychudzonej sylwetki. Z przetłuszczonych, od dawna nie przycinanych włosów wolno spływało błoto. Kilkudniowy zarost także nim ociekał. Zapadnięta twarz nieznajomego wyrażała szok i uwielbienie. Ślinił się niczym świnia nad korytem, a w oczach koloru mchu tlił się błysk, którego nie sposób określić. Nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia lat.
   Poruszał ustami niczym ryba wyciągnięta z wody. Gdy w końcu udało mu się wydobyć z siebie głos, dosłyszałam słowo, którego wypowiadanie w Niebie było surowo zakazane. Chwilę później błysnął białkami i ponownie padł twarzą w błoto.
   Ignorując tę część mnie, która kazała pozbyć się intruza, zbliżyłam się do chłopaka. Chwyciłam go za ramiona zaciągnęłam go w stronę strumyka.
   Nie zastanawiając się zbyt wiele wrzuciłam go wprost w lodowaty błękit. Manewr odniósł skutek. Chwilę później krzycząc głośno chłopak poderwał się na nogi.
   Stojąc plecami do mnie rozglądał się na boki jak szalony. Tłumiąc chichot pochyliłam się do przodu i okryłam kark młodzieńca najchłodniejszym z podmuchów wiatru.
   - Buuu... Szukasz kogoś, kochanieńki?
   Wrzeszcząc obrócił się w moją stronę. W oczach miał taki strach, że przez chwilę zrobiło mi się go żal. Zmieniłam zdanie gdy jego wzrok powędrował do moich rozłożonych szeroko skrzydeł. Chwilę później za wzrokiem powędrowała drżąca lekko dłoń.
   Nie zastanawiając się, pchnęłam chłopaka z powrotem do wody. Pech chciał, że nie kontrolowałam użycia siły.
   Wzbiłam się w powietrze i opuściłam sto metrów dalej, gdzie wylądował chłopak. Gdy zgrabnie stanęłam tuż obok niego, skulił się ze strachu.
   - Nigdy, przenigdy nie dotykaj moich skrzydeł - warknęłam. - Albo poznasz czym jest prawdziwy gniew anielicy.
   Odezwał się dopiero po chwili. Jego słowa kompletnie mnie zaskoczyły.
   - Widziałem już istotę taką jak ty.

***

   - Kłamiesz - odparła nienaturalnie spokojnym głosem.
   - Nie. Widziałem go.
   - Gdybyś widział anioła, już być nie żył. 
   - W takim razie przemawiasz do trupa.

***

   Choć od zewnątrz wyglądałam zupełnie spokojnie, wewnątrz szalał huragan. Jedna z najważniejszych zasad głosiła, że jeśli śmiertelnik ujrzy stworzenie niebiańskie bądź piekielne, jego wspomnienia muszą zostać wymazane, lub dany osobnik musiał zostać zlikwidowany. Jednak pewność w głosie i wyrazie twarzy chłopaka nie świadczyła o kłamstwie.
   Z westchnieniem poderwałam się do góry i podleciałam do głazów znajdujących się po drugiej stronie polany. Wybrałam najrówniejszy i mocą przeniosłam go nad strumyk. 
   Chłopak źle zinterpretował me intencje, bowiem wyskoczył z wody i z wrzaskiem rzucił się w stronę lasu. Zaśmiałam się głośno opuszczając głaz i opadając na niego lekko.

 ***

   Dokąd biegniesz, przystojniaczku? - Głos rozbrzmiewał mi wewnątrz czaszki. Wróć. - Czysty. Kuszący. Najdelikatniejszy z szeptów. Rozkaz, którego nie sposób zlekceważyć. 

***

   - Kiedy widziałeś tego anioła?
   - Gdy miałem pięć lat.
   - Opowiedz mi o tym.
   W każdym zdaniu ukryłam nakaz. Nieszczęsna anielskość gorąco się przeciw temu buntowała, jednak nie miałam wyboru.
   - To było tu, na tej polanie. Spacerowałem po lesie zapoznając się z tą częścią lasu. Nie zamierzałem tu iść, lecz nogi same prowadziły mnie w tą stronę. Kiedy wszedłem na polanę zobaczyłem ich. Było ich dwóch. Anioł był najwspanialszą istotą jaką kiedykolwiek widziałem. Brązowe włosy muśnięte promieniem słońca, oczy koloru najintensywniejszego błękitu. A jego skrzydła... Były ogromne. Granatowe niczym niebo tuż po schowaniu się słońca za horyzontem, każde pióro z połyskującą czarną obwódką z jednej strony. Lśnił. Cała jego postać emanowała mocą.
   Nie musiałam słyszeć więcej by wiedzieć o jakiego anioła chodzi.Raphael. Moja jedyna rodzina. Ostatni z moich wujów. Ten, o którym krążyły legendy. Bezlitosny zabójca ogarnięty szaleństwem. Anioł, którego nieśmiertelność trwała zbyt długo.
   - A drugi mężczyzna? 
   - Drugim mężczyzną był mój dziadek. Rozmawiali jak starzy przyjaciele. Skrzydlaty prosił dziadka o pomoc.
   - W czym? 
   - Mówił, że za kilkanaście lat przybędzie tu kobieta. Prosił, by dziadek skontaktował się z nim i zaopiekował nią, dopóki on tu nie dotrze. 
   - Mówił coś więcej o tej kobiecie? 
   - Tak. Mówił, że będzie taka jak on. W sensie, taka jak ty. Mówił, że jej włosy mają kolor najgłębszej czerni, a oczy mlecznej czekolady. Że może nie wyglądać na dorosłą kobietę, a na nastolatkę, i żeby to go nie zwiodło. Że jeśli tylko chce może zniszczyć miasta. Że jej charakter będzie mieszaniną anioła i diabła. 
   Po chwili milczenia poderwał głowę i spojrzał wprost na mnie. 
   - To ty. Mówił o tobie. 

-----------------------------
No i mamy drugi rozdział! Choć miało to być tylko ćwiczenie, zaczyna mi się coraz bardziej podobać. 
Za wszelkie błędy przepraszam.
Za wszelkie komentarze dziękuję ;)

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział I

   Czasami, gdy człowiek wybudzi się z trwającej długo śpiączki okazuje się, że przez cały czas był świadomy. Słyszał, czuł... Jednak nie mógł nic zrobić. Tkwił w pułapce dźwięków, odczuć i własnych myśli, nie mogąc w niczym uczestniczyć.
   Tak właśnie czułam się zarówno w Niebie, jak i Piekle. Przez wieki obserwowałam rozwój cywilizacji, byłam świadkiem wzlotów i upadków ludzkości. Istniałam w zaświatach niczym widz siedzący przed ekranem i bezradnie śledzący losy filmowych bohaterów czy przebieg sportowych rozgrywek. Po tylu latach bezczynności miałam wreszcie dowiedzieć się, czym jest życie.
   W chwili obecnej nie byłam nim zachwycona. Od wieków marzyłam, by móc pospacerować po lesie. Teraz, gdy moje marzenie się spełniło, chciałam tylko jak najszybciej się stąd wydostać. Pokrzywy, szyszki, małe gałązki i inne różności raniły moje bose stopy. Biała sukienka przed kolano była cała upstrzona ptasim łajnem i żywicą. Wolę nawet nie zastanawiać się, w jakim stanie są włosy. Chronienie skrzydeł odbierało wiele sił.
   Nie tak to sobie wyobrażałam. To powinno być coś pięknego - beztroski spacer leśnymi ścieżkami w blasku słońca, przy akompaniamencie śpiewu ptaków i szumu liści. Tymczasem znajdowałam się w gęstych chaszczach, a nigdzie nie było widać wyjścia. Nie było też możliwości wzniesienia się w powietrze.
   Na poważnie zaczynałam rozważać wypalenie roślinności nade mną, by móc się stąd wydostać. Diabelska część mnie całkowicie popierała ten pomysł.
   Sfrustrowana z trudem obróciłam się wokół własnej osi, usiłując wypatrzyć jakieś wyjście. Jeśli moi niebiańscy czy piekielni znajomi obserwują mnie w tej chwili, muszą mieć niezły ubaw.
   Kilkanaście metrów przede mną roślinność wydawała się jakby rzadsza. Niestety, od możliwego przejścia oddzielała mnie kępa nienaturalnie wysokich pokrzyw.
   Zrobiłam zaledwie dwa kroki w tamtą stronę, gdy poczułam coś dziwnego. Spuściłam wzrok na lewą dłoń, skąd pochodziło dziwaczne doznanie. Po ręce pędził mi... gigantyczny pająk. Machając ręką i drąc się jak szalona, puściłam się biegiem w pokrzywy. Ku mej uldze, za nimi rzeczywiście majaczyło wyjście.
   Gdy tylko wydostałam się na niewielką polanę, wzbiłam się w powietrze i wyczyściłam sukienkę. Zadowolona, że koszmar wreszcie dobiegł końca, podleciałam do niewielkiego leśnego strumyka, który pomógł schłodzić poranione nogi.
   
***

   Pochyliłem się, zaciskając mocno powieki, a dłonie kurczowo przyciskając do żołądka. Zwymiotowałem pod najbliższym drzewem. Znowu. Ślady wymiocin były niczym ścieżka prowadząca prosto do mnie. 
   Nigdy więcej nie tknę padliny, choćbym miał umrzeć z głodu.
   Nie musiałem się widzieć by wiedzieć, że wyglądam żałośnie. Nie kąpałem się i nie zmieniałem ubrań od ponad tygodnia. Nie było czasu na zabieranie jakichkolwiek rzeczy.
   Wytężyłem wzrok wypatrując końca ścieżki. Jeszcze jakieś pięćdziesiąt metrów. Wtedy dotrę na polanę, a przez nią nad strumyk. Umyję się. Napiję czyściutkiej, świeżej górskiej wody.
   Uśmiechnąłem się rozmarzony. Może uda mi się złapać jakąś rybę? Mógłbym znaleźć kawałek szkła, rozpalić ognisko i upiec sobie pyszną, soczystą rybkę. 
   Zamknąłem usta i potrząsnąłem energicznie głową chcąc doprowadzić umysł do porządku. Jeszcze chwila, a ślina zaczęłaby ściekać mi po brodzie. 
   Kilkanaście ostatnich metrów dzielących mnie do polany pokonałem biegiem. Dziwne, że starczyło mi na to sił.
   Zagłębiony w marzeniach o czystej wodzie, nie zauważyłem przewróconego drzewa leżącego u wylotu ścieżki. Runąłem na ziemię, twarzą lądując w błocie.
   Klnąc siarczyście uniosłem się na kolana, jednocześnie pozbywając się błota z oczu. Rozglądałem się zdezorientowany, nie wiedząc do końca co się właściwie stało. Zaśmiałem się głośno, uświadamiając sobie własną głupotę. Gdy mój wzrok powędrował w stronę strumyka, zamarłem. W stawie stała dziewczyna.
  Była to najpiękniejsza istota jaką w życiu widziałem. Nie, żebym naoglądał się ich nie wiadomo jak wiele. 
   Włosy, tak czarne że wydawały się granatowe, spływały swobodnie aż do krągłych bioder. Poruszane lekkim wietrzykiem wydawały się żyć własnym życiem.  Opinająca idealne ciało  krótka biała sukienka przyozdobiona gdzieniegdzie czarną koronką, rozszerzała się ku dołowi ukazując idealne, długie nogi, niknące w wodzie gdzieś na wysokości łydek. Z pełnych ust z wolna znikał uśmiech. Wielkie piwne oczy wpatrywały się we mnie z mieszaniną zaciekawienia i czegoś jeszcze, czego nie dało się rozszyfrować. Była uosobieniem sennych marzeń każdego nastolatka. 
   Zaślepiony jej pięknem dopiero po chwili zauważyłem, że coś w niej nie gra.
   Z pleców dziewczyny wyrastały ogromne, biało-czarne skrzydła. 


---------------------------------
Hmmm.... lol. Nie mam pojęcia dlaczego wygląda to tak, jak wygląda. Czytam to, czytam... I nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać. Dawno już nie napisałam czegoś tak bezsensownego.
Proszę o wybaczenie błędów - pisząc ten rozdział nie czułam się najlepiej. Postaram się wszystko poprawić gdy będę się czuć już w miarę normalnie.
Jak już wspominałam na blogu o Gees, traktuję to... coś, jako formę ćwiczeń, więc nie wymagajcie od tej historii zbyt wiele kunsztu i precyzji. Obiecuję jednak, że będzie zabawnie - i to bardzo :D 
Co myślicie o nowym wyglądzie bloga? To pierwszy szablon jaki udało mi się zrobić, i według mnie wyszedł nie najgorzej.

Koniec zanudzania. Niecierpliwie wyczekuję Waszych opinii ;)

piątek, 7 czerwca 2013

Prolog

   Upadły Anioł. Pierwsze skojarzenie? Anioł, który ośmielił sprzeciwić się Bogu. To prawda. Wszystkim wydaje się też, że ci, którzy ośmielą się sprzeciwić wielkiemu Stwórcy zostają pozbawieni skrzydeł i strąceni do Piekła, gdzie włada nimi Lucyfer. Każdy, kto tak myśli, jest w wielkim błędzie. Lucek sam stworzył Piekło, zaprosił tam kilku kumpli i zaczął rozkręcać interes, który miał być konkurencją dla wielkiego Boga. Ten zaś, zazdroszcząc Lucyferowi sukcesu, zaczął wmawiać ludziom, jak okropnym miejscem jest Piekło. A ludzie wierzyli, wyobrażali je sobie jako potworne miejsce. Piekło ma jednak wielką tajemnicę, którą odkryłam, przebywając tam przez jakiś czas. Istotnie, dla jednych Piekło było najgorszym koszmarem. Dla innych jednak - istnym rajem.
   Ahhh, Piekło... Tyleż wspomnień! Był to jeden z lepszych okresów mej odwiecznej egzystencji. Kto by pomyślał, że w zaledwie dwieście lat wzniosę się na sam szczyt Piekielnych władz? Wybudowali dla mnie nawet wielki tron, który ustawiono obok tronu Lucka. W istocie, podobało mi się tam. Byłam tam jedyną Nieupadłą. Jak to możliwe? Nie pozbawiono mnie boskości, bowiem nie sprzeciwiłam się Bogu. Zwyczajnie zwiałam z Nieba - znudziło mi się. Wszystko było tam takie poukładane, czyste, idealne... A Piekło? No cóż, Piekło było inne. I nie, nie znajduje się ono pod powierzchnią, w samym jądrze planety zwanej Ziemią. Znajduje się ono w zupełnie innej rzeczywistości. Dokładnie naprzeciw Nieba. Dla mnie było całkiem przyjemną miejscówką. Do czasu. Odeszłam i stamtąd – ponownie zwiałam. Uciekłam od wielkiego Lucyfera. Byłam jego panią, i właśnie to mi się nie spodobało. Sądził, że może mną pomiatać, a ja będę go grzecznie słuchać. Mylił się, i to bardzo. Kilkaset lat w jego obecności zmieniło mnie nie do poznania. Wydawać się może, że to niewiele. Jednak gdy trafiasz do Piekła, czas jakby spowalniał. Czułam się, jakbym spędziła tam tyle czasu co w Niebie.  
   Uciekając, natrafiłam na przejście do innej rzeczywistości. Nie wiedząc w co się pakuję, wleciałam w nie. Okazało się, że trafiłam do miejsca, któremu z uwielbieniem przyglądałam się od wieków. Trafiłam do swego nowego domu - na Ziemię.


-----------------------------------------
No i mamy prolog. Nie mam zielonego pojęcia, czy komuś się to spodoba. Mam nadzieję, że historia Anielico - Diablicy się Wam spodoba ;)
Do tych, którzy czytają historię Gees - tak spodobało mi się to imię, że zwyczajnie musiałam nazwać tak tę bohaterkę ^^